Gra w karty

Życie jest przewrotne. Miesza, zaskakuje, czasem wzbudza lęk i niepokój. Zwłaszcza w tych momentach, w których stoimy na rozdrożu, nie wiedząc, w którą stronę pójść, co wybrać, czym się kierować. W życiu nie ma łatwych wyborów, wszystko niesie za sobą konsekwencje, których nigdy do końca nie będziemy w stanie przewidzieć. To jednocześnie fascynujące i przerażające, bo może nas czekać tyle niespodzianek, które nas tak pozytywnie zaskoczą, ale i mnóstwo przeciwności, których nie będziemy się spodziewać, a one pojawią się znikąd.

Jak więc decydować, co wybierać? Na to nie ma i nie było gotowej odpowiedzi. Z jednej strony chciałoby się powiedzieć: kieruj się rozsądkiem, z drugiej czy to zawsze jest dobra motywacja? Jedno co pewne, niektóre sprawy układają się niezależnie od nas i tego co byśmy sobie życzyli. To w sumie dobrze, bo czasem dzięki temu przytrafiają nam się wspaniałe rzeczy, które nie mieszczą się w naszym wyobrażeniu, ale kiedy się staną wydają się takie oczywiste i właściwe, że nie możemy uwierzyć, że wcześniej na to nie wpadliśmy. Nie bez powodu mówi się, że najciemniej jest pod latarnią. Jednak do niektórych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Nie zauważamy ich wcześniej, bo może po prostu nie jesteśmy na nie gotowi… Dopiero kiedy przychodzi odpowiedni moment, dostrzegamy ich prawdziwą wartość.

Na czym więc polega życie, na szukaniu takich momentów? Pewnie po części tak, ale wydaje mi się, że to bardziej bycie gotowym na niespodziewane. Tak naprawdę za wszelką ceną próbujemy stworzyć sobie bezpieczny świat, bo boimy się gwałtowności, zmian, czegoś co jest dla nas nieznane, co odbierze nam poczucie stabilizacji. Jednak przecież tak się nie da. Te czynniki wpisane są w naszą codzienność. Musimy podejmować decyzje, mierzyć się z wątpliwościami, trochę błądzić po omacku, bo nigdy nie wiadomo jak to się wszystko później potoczy. Póki się z tym nie pogodzimy, póty nie będziemy potrafili odnaleźć się w takich sytuacjach.

Życie nigdy nie odkryje przed nami swoich kart do końca, pytanie tylko w jakim stopniu opanujemy zasady tej gry i  będziemy wygrywać mimo niekorzystnych tasowań. Poza tym, przede wszystkim musimy nauczyć się korzystać z własnego doświadczenia, a nie bezrefleksyjnie pozwalać by wszystko toczyło się obok nas. Musimy nauczyć się funkcjonować sami ze sobą. Wybaczać sobie błędy, stawiać wyzwania, próbować rozumieć czemu rządzą nami takie, a nie inne emocje. Nigdy nie będzie idealnie. Nie da się przejść przez życie tak żeby było gładkie i błyszczące. Zawsze pojawia się jakaś skaza, niedopatrzenie, moment, w którym popełniamy głupstwo, bo nie potrafimy nad sobą zapanować. Tego nie unikniemy. Największy sukces, to chyba móc spojrzeć w lustro i powiedzieć: „cieszę się, że jestem taką osobą, mimo wad i błędów lubię siebie”. To nie egoizm, tylko akceptacja, bo jak móc pozwolić innym lubić nas, skoro nawet my nie lubimy siebie?

Photo from: www.tapeciarnia.pl

Kiedy Singielka przestaje być Singielką

Nadchodzi w życiu taki moment, kiedy singielka przestaje być singielką i zaczyna tworzyć związek. I co teraz? Jak przyzwyczaić się do nowej sytuacji, nauczyć funkcjonować na zupełnie innych zasadach… Zazwyczaj proces ten przebiega niezwykle naturalnie i płynnie. Choć zdarzają się burzliwe sytuacje, w których trzeba dać sobie trochę czasu, zanim para się dotrze. Ten felieton nie będzie o tym jak singielka ma poradzić sobie w związku, bo to każda musi wypracować sama, ale o tym, jak zmienia się nasza mentalność.

Wspominałam już kiedyś o tym, że szczęśliwa singielka ma większe szanse na szczęśliwy związek. Wiąże się to z akceptacją siebie. Jeśli kobieta czy też mężczyzna traktują bycie z kimś jako przepustkę do lepszego życia, bardzo prawdopodobne, że się rozczarują. To tak nie działa. Problemy nie znikną, ale związek umożliwia coś, co pomoże je przetrwać, mianowicie wsparcie drugiej osoby. Nie oszukujmy się, żeby radzić sobie jako singielka, trzeba być silną i zdeterminowaną. Nie tylko po to, żeby nie przejmować się docinkami ze strony innych, ale głównie po to, aby zmagać się z codziennością. No właśnie, o to w dużej mierze chodzi. Gdy zaczyna się nowy związek, zmienia się postrzeganie codzienności, bo jest ktoś obok, ktoś na kim można polegać, kto kocha i kogo chce się uszczęśliwić.

Wszystko wydaje się takie proste. O co wiec się czepiam? Jest jeden mały szczegół, który może zaburzyć przeżywanie tej radości. Czasem zdarza się tak, że szczęście nas pochłonie do reszty i zapominamy jak to było wcześniej. Nagle stajemy się ekspertami od związków, udzielamy wszystkim w koło rad, usilnie się chwalimy, że mój chłopak to i tamto. A co najgorsze zapominamy, że same niedawno byłyśmy singielkami i teraz patrzymy na nie z góry, bo nam się udało, wygrałyśmy los na loterii, jesteśmy lepsze. Czy aby na pewno? Nikt nie powiedział, że to co jest nam raz dane, nie może być później odebrane. Brzmi strasznie, ale taka jest rzeczywistość. Jak śpiewał Happysad „miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty (…) ale miłość kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie ku górze”.

Na tym polega życie, na współpracy, wzajemnym zrozumieniu, rozmowie. No właśnie, to ostatnie jest tak ważne, a tak często pomijane. Łatwiej jest przemilczeć, ze wkurzyliśmy się o coś, było nam przykro, ale to nie zaowocuje w przyszłości. Lepiej o tym pogadać, jasno powiedzieć co nam nie pasuje, co jest nie tak. Ja wiem, że to trudniejsza droga, tylko że jedyna, która ma sens. Jak mamy budować coś trwałego, skoro obrażamy się na siebie, nie umiemy dojść do porozumienia, traktujemy druga stronę jako… no nie wiem wroga? Przecież to nie ma większego sensu. Po co tłamsić w sobie emocje, lepiej pokrzyczeć, pozłościć się, a potem pogodzić. Przynajmniej sytuacja jest jasna, zależy nam na sobie, a nieporozumienia wpisane są w ludzką codzienność.

Jednak to przykre, kiedy singielka przestaje być singielką i przechodzi na przeciwną stronę barykady. Przecież można być z kimś i jednocześnie pamiętając jak to było kiedyś nie powielać stereotypów związanych z życiem w pojedynkę. Można traktować swoje koleżanki singielki z szacunkiem, bo znalezienie faceta, to nie jest sukces na miarę lotu na Księżyc, to po prostu kolejny etap w naszym życiu, miejmy na dzieję, że taki na stałe. Chyba, że ktoś rzeczywiście ma paskudny charakter, to może traktować to jako cud. To, że ktoś jeszcze nie jest na  tym etapie, nie oznacza, że jest gorszy. Po prostu jego życie biegnie innym torem. Może warto wreszcie to sobie zakodować. Wszystkim nam byłoby łatwiej. Żeby być szczęśliwym niezależnie od stanu cywilnego trzeba nauczyć się bycia otwartym na świat i niespodzianki, które przynosi los.

 

Photo from: www.tapeciarnia.pl

Wielkanoc

Z okazji Wielkanocy składam Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowia, pogody ducha i uśmiechu na co dzień. Odpoczynku od codziennych obowiązków w gronie najbliższych, duuuuużo miłości i rodzinnego ciepła, energii do spełniania marzeń, a także mokrego Śmingusa-Dyngusa. Wesołych Świąt!

Photo from: www.tapeciarnia.pl

Wiosenne porządki

Wiosna to czas porządków. Sprzątamy nasze domy, myjemy okna, odkurzamy, przeglądamy naszą garderobę. Często kupujemy sobie nawet najmniejszy drobiazg, by wprowadzić trochę świeżości do naszych mieszkań. Jednak w tym okresie warto również pamiętać o zmianach w sposobie myślenia.

Wiosna od zawsze kojarzy się z kolorem zielonym. Głównie ze względu na jej barwy. Zieleni się trawa, na drzewach pojawiają się zielone pąki, ale to nie wszystko. Zielony to również nadzieja, przyroda budzi się do życia, wszystko się zmienia. Zaczyna robić się ciepło i odnajdujemy w sobie nowe pokłady energii. Warto więc wykorzystać ten czas, by wprowadzić w swoim życiu trochę zmian. Nie muszą do być gwałtowne rewolucje, ale powiew świeżego powietrza przyda się każdemu.

Powinno się wykorzystać tę świeżość i energię i spożytkować ją w jak najlepszy sposób. Tylko co to oznacza? Na pewno to, że trzeba opuścić swoją bezpieczną skorupkę. Najczęściej brakuje nam odwagi do podejmowania jakiś nowych wyzwań. Boimy się porażki, a przecież to one dają najbardziej owocne lekcje życia. Myśląc w ten sposób, omija nas wiele rzeczy. Wiosna ma w sobie coś takiego, że dodaje pewności. Razem z naturą budzimy się również my. Zima, zwłaszcza jej koniec, działa często demotywująco. Tęsknimy za słońcem, za jego ciepłymi promieniami. Znajdujemy się w stanie takiego marazmu, zawieszenia. A potem pojawiają się pierwsze kwiaty, niebo się przejaśnia i od razu jakoś bardziej chce się żyć.

Tę motywację można wykorzystać na wiele sposobów. Po pierwsze, spróbować czegoś nowego, o czym być może marzyliśmy, ale nie było na to czasu, pieniędzy, odwagi. Warto spełniać swoje marzenia, nie wolno się tego bać. Możemy naprawdę wiele zyskać. To dobry czas by powiedzieć sobie: „Dam radę! Spróbuję!” Bo niby dlaczego nie? Nikt nie gwarantuje od razu sukcesu, ale nowe doświadczenia i ciekawe wrażenia na pewno. Po drugie, musimy pozbyć się tego, co nas blokuje przed szczęściem. Najczęściej są to jakieś demony przeszłości. Dobrze byłoby uporać się z nimi. Wiem, że to bardzo trudne, ale najlepszym sposobem będzie akceptacja tego co było. Musimy pogodzić się z przeszłością, nawet jeśli sprawiała nam ból i zacząć żyć teraźniejszością, bo może spotkać nas jeszcze wiele wspaniałych chwil, a my niepotrzebnie blokujemy się przed nimi.

Zatem otwieramy szafę naszego umysłu, pakujemy z niej niepotrzebne szpargały i zostawiamy miejsce dla nowych przygód. Pozwalamy sobie na szczęście, bo co z tego, że ono jest tak blisko, skoro my zdajemy się go nie zauważać. Cieszmy się z drobnych sukcesów i otwierajmy się na te większe. Wyłaniamy się z szarości i gramy w zielone!

 

Photo from: www.tapeciarnia.pl

Singielka płonie na stosie

Starannie ułożony stos. Drewna które powoli trawi ogień, posuwając się do przodu, by zniszczyć ich następne partie. Żar i ból. Wokół atmosfera oczekiwania i determinacji. Na szczycie ona – singielka, która umiera za swoją samotność.

Średniowieczne realia przeniesione do współczesności. Kiedyś na stosie płonęły wiedźmy za posądzenie o władanie czarnymi mocami, dziś płoną singielki, za swoją samotność. I choć  jest to tylko stos metaforyczny, to ból nadal pozostaje, tylko że psychiczny. Bo która lubi być wytykana za to, że nie ma partnera i jest sama? Chyba żadna, a niestety takie sytuacje się zdarzają. I choć w dzisiejszych czasach jest na pewno znacznie łatwiej być singielką niż jeszcze jakieś 10 lat temu, to nie oszukujmy się, żeby nią być trzeba mieć w sobie sporo charyzmy, by znosić te niepochlebne komentarze.

Sposób postrzegania samotnych kobiet jako te silne i niezależne, najlepiej bizneswomen z aktówkami w rękach biegające na szpilkach nie jest bezpodstawny. Dlaczego? Bo one wciąż muszą coś udowadniać. Często w ten czy inny sposób napiętnowane przez społeczeństwo chcą pokazać, że coś warte. Absurd! One są mnóstwo warte, każdy człowiek ma swoją wartość i to jest czynnik niezależny od tego czy jest się samemu czy w związku. Zresztą, użyłam złego sformułowania, same nie oznacza od razu samotne. To, że nie jest się w związku, nie jest od razu powodem to zamknięcia się w domu i płakania w poduszkę. Trzeba sobie z tym radzić i próbować ułożyć życie. Związek to tylko jeden z jego aspektów, ważny, ale nie może powodować, że jego brak pozbawia wszystko sensu.

Nie ma się co dziwić, nikt nie lubi jeśli wytyka mu się niedoskonałości, a właśnie w ten sposób często traktowane jest bycie singlem. Ta sytuacja jest trudna i przykra. Przecież takie osoby, które mają problem ze znalezieniem miłości, nie są z tego powodu jakieś szczęśliwe. Dlaczego więc im to non stop wytykać. Zresztą, to chyba prywatna sprawa w jaki sposób ktoś postanawia żyć. Może to po prostu być świadomie podjętą decyzją. Żadna ustawa nie przewiduje konieczności posiadania partnera czy partnerki wiec inwigilowanie czyjegoś życia pod tym kątem nie jest zasadne, a raczej jest objawem zaściankowości i plotkarstwa. Zanim nasze społeczeństwo to zrozumie, jednak musi minąć jeszcze sporo czasu.

Nie każda kobieta, czy ogólnie człowiek, który jest sam potrafi przyjąć wytykanie palcami z taka przebojowością i zlekceważyć je. Dal niektórych to katorga i nieustanne przypominanie co im w życiu nie wyszło. To zły sposób myślenia. Tego co było już się nie zmieni, a nie ma co pogrążać się w rozpaczy, bo przyszłość może jeszcze niejednokrotnie zaskoczyć. Nie ma uniwersalnego momentu w którym miłość puka do naszych serc. Najczęściej jest to wtedy, kiedy nikt się tego nie spodziewa, wiec nie ma co tracić nadziei. Wszystko się jeszcze może zdarzyć. Co więc zrobić wtedy, kiedy kolejny raz przy rodzinnym stole słyszymy pytanie: A czy Ty kogoś masz? No jak to tak, w Twoim wieku sama? Chcesz starą panną zostać?. Może odpowiedzmy naszym kochanym ciociom czy innym członkom rodziny: A czy Ty jesteś szczęśliwa ze swoim mężem?. Kiedyś, kiedyś panowało przekonanie, że nie ważne z kim, byleby wyjść za mąż. Może pić i bić, ale byle tylko nie być starą panną. Nie bądźmy takie głupie i nie wierzmy w to. Zasługujemy na odnalezienie kogoś, kto dopełni nasze życie i uczyni je szczęśliwym, wiec dajmy sobie na to trochę czasu, bo nie zawsze wszystko dzieje się w tym momencie, który akurat my uznajemy za odpowiedni.

 

Photo from: www.tapeciarnia.pl

Error Singielki

Kiedy słyszę utyskiwania dziewczyn, a czasem nawet i chłopaków, że gdybym z kimś był/była to na pewno byłbym/byłabym szczęśliwy/a i moje życie miałoby sens, myślę sobie – serio? To takie bezsensowne podejście, takie idealizowanie związku na siłę, które potem, gdy znajdzie się partnera czy partnerkę przeradza się w problem. Szczęśliwa miłość jak sama nazwa wskazuje jest szczęśliwa, ale nie oszukujmy się już na starcie, że będzie idealnie, bo ideałów nie ma. Nikt nie jest doskonały i żadna sytuacja nie jest perfekcyjna. Jesteśmy tylko ludźmi, żądzą nami emocje, zraniona duma, hormony. Nie zawsze myślimy o tym, co robimy, działamy impulsywnie, ale każdy ma w końcu prawo do gorszego dnia. Wydaje mi się, że istotą związku jest umieć się godzić, wybaczać sobie i akceptować, że nie zawsze będzie kolorowo, bo czasem szef ma pretensje, autobus się spóźnia, pada deszcz, a my nie mamy parasola. Błahe powody, które sprawiają, że mamy ochotę na kimś się wyładować, a najczęściej pada na partnera.

W związku trzeba nauczyć się akceptować druga osobę, jej przyzwyczajenia, drobne rzeczy, które czasem mogą nam przeszkadzać. Usłyszałam kiedyś historię o małżeństwie, które rozwodziło się dlatego, że ona odkładała mydło do mydelniczki pod prysznicem, woda na nie kapała i ono się niepotrzebnie pieniło. A może było odwrotnie, już nie pamiętam. A wystarczyło tylko wymienić mydelniczkę, na taką z niewielkim otworem, by woda mogła przez niego skapywać. Rozumiecie? Taka mała nic nie znacząca głupota może doprowadzić do rozpadu. Na początku jest tylko irytacja, potem wściekłość, że on/ona nie potrafią nawet tego zmienić, w końcu nabudowuje się cała warstwa złości wokół jednej błahostki i dzieją się takie rzeczy. Dlatego trzeba szukać wspólnych rozwiązań, które pozwolą na uniknięcie niepotrzebnych stanów zapalnych. Związek polega na wypracowywaniu wspólnych kompromisów, na docieraniu się i szukaniu drogi komfortowej dla obojga.

Musimy się liczyć z tym, że nawet jeśli kogoś kochamy, to ta osoba sprawi nam czasem zawód czy nas zdenerwuje. Musimy się liczyć ze łzami i rozczarowaniem. Zwłaszcza jeśli się jest kobietą i ma nieustanne wahania nastrojów. To nie czas na bajki o księciu, który nie pozwoli, aby nam z oczu łzy poleciały. Mężczyźni nie są herosami, swoje za uszami mają i też podlegają działaniu emocji i mogą się czasem nieźle wkurzyć. Nie ma sensu też ich nadmiernie karać. To, że Twój były był beznadziejny, to że dziwisz się mamie, że wytrzymuje z Twoim ojcem, to że nie rozumiesz siostry dlaczego wyszła za mąż za tego faceta, z którym jest tyle problemów, nie zrażaj się, ale też nie obiecuj sobie, że Twój partner będzie zupełnie inny. Możesz oczywiście szukać takiego, który nie będzie się zachowywał tak czy inaczej, ale pamiętaj on też będzie miał swoje wady.

No i wreszcie, wydaje mi się, że jest recepta na to, jak odnaleźć się w byciu singielką, a potem w byciu w związku. Musisz odnaleźć szczęście w sobie, żeby potem móc się nim dzielić z drugą osobą. Miłość uszczęśliwia, ale też ze względu na to, że komuś dajemy coś od siebie i jednocześnie sami jesteśmy obdarowywani. Bycie singielką to nie kara. Ten stan również może być radosny. Musisz się nauczyć cieszyć ze swojego życia i przestać porównywać się do innych i tym dołować. To, że wszystkie przyjaciółki są już zaręczone nic nie znaczy. Ty nie jesteś przez to gorsza. Skąd wiesz czy są w tych związkach szczęśliwe, czy nie mają znacznie poważniejszych problemów niż Ty. Pozwól sobie na szczęście, wtedy gdy bo jakimś czasie spotkasz właściwą osobę, będziesz umiała zbudować trwałą relację.

Photo from: www.tapeciarnia.pl

Tatuaże duszy c.d.

A widzisz tę muffinkę na moim ramieniu? Ona symbolizuje moją pasję. Nie wiem czy wiesz, ale uwielbiam spędzać czas w kuchni, nieważne czy gotując czy piekąc. Czuję się wtedy taka zrelaksowana. Mam plan i go realizuję czasem pozwalając sobie na eksperymenty i działanie z fantazją. A potem wystarczy odczekać parę chwil i już widzę efekty mojej pracy. To podbudowuje. Wtedy widzę, że coś mi wychodzi, że potrafię, że z niczego powstaje coś, a jeśli słyszę pochwały od osób, które jedzą, to już w ogóle. Wiem, że robię coś pożytecznego, że nie marnuję czasu. Ktoś mógłby powiedzieć, że robię z siebie kurę domową, ale to nieprawda. Trzeba realizować się w tym, co się kocha. Miłością do gotowania zaraziła mnie babcia. Jako dziecko pomagałam jej w przygotowywaniu posiłków dla całej rodziny. Na początku tylko się przyglądałam, ale potem wciągnęłam się w to. Gdy podrosłam babcia przekazała mi swoje tajne przepisy. Doradzała i uczyła wszelkich postaw. Zostawiła mi po sobie wielki notes pełen magicznych przepisów. To moja najcenniejsza pamiątka po niej, której nie pozwalam ruszać nikomu. Tuż po jej śmierci, przestałam gotować na trzy miesiące. Wiadomo, przygotowywałam posiłki, ale to nie to samo. Działałam automatycznie, bez żadnych emocji, bez pasji. Dopiero, gdy zrozumiałam, że tak musiało być, że nie mogę cały czas tkwić w żałobie, że ona by tego nie chciała, przygotowałam jej ulubione ciasto marchewkowe i na nowo zaczęłam odnajdywać radość w pieczeniu.                    

Chciałabym Ci jeszcze pokazać te cztery małe postacie trzymające się na ręce, tam na kostce. To wsparcie jakie otrzymałam od moich przyjaciół, kiedy byłam załamana, a problemy mnie przygniatały i to wcale nie były kłopoty z rzędu „paznokieć mi się złamał”. Nie radziłam sobie wtedy totalnie. Rodzice sami się zamartwiali wiec nie mogłam ich obarczać jeszcze moimi smutkami, a moja siostra leżała ciężko chora w szpitalu. Nie wiadomo było jak to się wszystko skończy. Wykryto u niej białaczkę. Nie umiałam sobie  z tym poradzić. Nie wierzyłam, że to spotkało właśnie moją rodzinę. Doszukiwałam się winy w sobie. Wcześniej przechodziłam okres buntu i moje relacje z rodzicami nie były najlepsze. Odsunęliśmy się od siebie. Gdy wyszła ta cała sytuacja, moi „znajomi” odwrócili się ode mnie. Nie potrzebowali koleżanki, która oczekuje pomocy. Woleli swoje życie bez stresu, bez zobowiązań. Na szczęście znaleźli się też tacy, którzy podali mi pomocną dłoń. Należeli do nich Ci, z których wcześniej się wyśmiewałam albo w ogóle nie zwracałam na nich uwagi. To dzięki nie przetrwałam. Oni mi pomagali z nauką, ale również pocieszali i wspierali. Pokazali mi jak można inaczej żyć. Dzięki ich pomocy zbliżyłam się do rodziny i razem pokonaliśmy chorobę. Siostra przeszła chemioterapię i udało się wyeliminować komórki rakowe. Nigdy potem nie powróciłam do dawnego towarzystwa i stałam się rozsądniejsza w dobieraniu przyjaciół.                                  

Tam między palcem wskazującym a środkowym widnieje napis o treści : „Nie próbując, przegrywasz na starcie.” To moje życiowe motto. Przekonałam się o tym, że w życiu nie wolno się poddawać. Wiele razy myślałam, że sobie nie poradzę, że się nie nadaję, że są lepsi. I to był błąd. Trzeba walczyć o siebie i swoje marzenia. Kiedy to zrozumiałam, wzięłam się w garść. Teraz mam własną firmę, w której mogę robić to, co lubię i jest dla mnie ważne. Wcale nie muszę zarabiać milionów żeby być szczęśliwą. Wystarczy mi tylko uśmiech klientów mojej cukierni, a wiem, że to co robię ma sens, a przecież o to właśnie chodzi. Co mi z tych pieniędzy, jeśli nie będę się realizować, tylko jak robot wykonywać swoje obowiązki. Wiem jedno, że niezależnie jak się potoczy moja kariera zawodowa, nie chce tak żyć. Mamy tylko jedno życie i nie wolno go zmarnować, na robienie czegoś, co nie daje nam satysfakcji i radości. Trzeba próbować, nigdy nie możemy mieć pewności, że przegramy jak i że wygramy. Nie wolno przesadzać w żadną z tych stron. Trzeba po prostu wierzyć w siebie i pracować na swój sukces. Nie wolno zakładać z góry, że się nie uda. W końcu nie bez przyczyny mówi się, że wiara czyni cuda.                                   

A tam nad sercem te skrzydła anioła? To pragnienie, żeby ktoś się mną zaopiekował, żeby mieć osobistego obrońcę. Choć staram się być silna i zorganizowana, to tak jak każda kobieta łaknę czułości. Potrzebuję ciepłych słów i świadomości, że ktoś się o mnie troszczy. Pragnę bliskości drugiego człowieka, jego zainteresowania, a może nawet i adoracji. Choć otwarcie się do tego nie przyznaję, to oczekuję wsparcia. Ten tatuaż nie jest widoczny, ale czasem w gorsze dni, kiedy tęsknię za kimś przy moim boku, jego wyrazistość zaostrza się. Najgłębsze pragnienia są zazwyczaj mocno strzeżoną tajemnicą. Tak jest i w tym wypadku. Nie mówię o tym na co dzień, jak i o większości mocno skrywanych pragnień. Nie mam poczucia bycia nieszczęśliwą i odrzuconą. Cieszę się tym, co mam, bo po co się bezsensownie zadręczać, ale w mojej głowie już jakiś czas temu zrodziła się wizja kochającej się rodziny. Ufam, że uda mi się ją zrealizować i poznać czar miłości i macierzyństwa.           

A teraz powiem Ci coś, coś bardzo ważnego, wcale nie musisz zobaczyć mojego ciała żeby odczytać sens moich tatuaży, bo tam ich nie ma. Moja skóra jest czysta i gładka. Nie ma na niej odciśniętego piętna przeszłości. Może poza małą blizną nad kolanem i kilkoma piegami będącymi pozostałością lata. Musisz spojrzeć głębiej, w sam środek mojego serca. Tam właśnie są tatuaże mojej duszy. Moje smutki i radości, moje wspomnienia i koszmary, moja nadzieja i moje zwątpienie. Wszystko to, co mnie ukształtowało. Opowiedziałam Ci tylko cześć siebie, ale nadal kryję w sobie wiele tajemnic. Zajrzyj tam, bo tam jestem ja, pozbawiona złudzeń i warstwy niedomówień. Tak bardzo prawdziwa, niczego nieudająca, nic nikomu nieudowadniająca, taka bez pozorów. Chcę żebyś tak na mnie patrzył, żebyś sięgał w głąb mnie, nie oceniał pod wpływem impulsu, ale próbował rozumieć, bo opowiedzieć komuś swój świat, to podarować mu coś najpiękniejszego – swoje serce.